To koniec marzeń reprezentacji Polski o awansie do dalszej fazy turnieju mistrzostw świata w Rosji. W drugim meczu biało-czerwoni ponieśli porażkę 0:3 z Kolumbią. W ostatnim meczu podopieczni selekcjonera Adama Nawałki w meczu o honor zagrają z Japończykami w Wołgogradzie.

Było pewne, że reprezentację Polski czeka bardzo trudna przeprawa na Kazań Arena. Kolumbijscy kibice mający ogromną przewagę liczebną na trybunach przy każdym kontakcie z piłką biało-czerwonych reagowali burzliwymi gwizdami. Nasza drużyna mecz z Kolumbią rozpoczęła zupełnie inaczej niż ten pierwszy z Senegalem. Odważniej wychodziła do piłki, wymieniała więcej podań, solidnie też spisywała się nasza obrona. Pewnie ataki rywali odpierał Jan Bednarek, skuteczny w defensywie był również Michał Pazdan.
Zarówno jednej, jak i drugiej drużynie ciężko było przebić się w pole karne, a na pierwsze poważniejsze zagrożenie ze strony Polaków trzeba było poczekać aż do 18. minuty. Po przechwycie piłki przez biało-czerwonych z dystansu uderzał Piotr Zieliński. Futbolówka odbiła się od jednego z zawodników kolumbijskich i był rzut rożny dla Polski. Z każdą kolejną minutą niesieni porażającym dopingiem rywale coraz częściej, szybciej i odważniej zapuszczali się w pole karne Wojciecha Szczęsnego. Efektownym rajdem w 37. minucie popisał się Juan Cuadrado, ale piłka została wybita na korner.
Niestety kilka chwil później reprezentacja Kolumbii otworzyła wynik spotkania. Po sprytnym rozegraniu piłki i dośrodkowaniu na piąty metr Wojciecha Szczęsnego uderzeniem głową Yerry Mina, a asystę przy golu zapisał James Rodriguez. Od tamtej pory biało-czerwonym było o wiele trudniej. Nie udawało się Robertowi Lewandowskiemu, który co chwilę turbowany był przez piłkarzy rywali. Podopieczni szkoleniowca Jose Pekermana zyskali jeszcze większą pewność siebie, a do szatni zeszli z jednobramkowym prowadzeniem.
Również po zmianie stron przebieg gry wyglądał tak samo. Kolumbijczycy spokojnie prowadzili grę i nie pozwalali Polakom na zbyt wiele. Do kolejnych sytuacji znowu zaczęli dochodzić rywale. Pudłował Radamel Falcao, zaskoczyć naszego golkipera próbował uderzeniem zza pola karnego Juan Quintero. Niewiele brakowało, a Polacy mogli doprowadzić do wyrównania. Po dograniu w pole karne piłkę przejął Robert Lewandowski, jednak ten skutecznie został powstrzymany przez Davida Ospinę. W 66. minucie ponownie próbował „Lewy”, ale strzał byt zbyt lekki.
Niestety Kolumbijczycy w 70. minucie ponownie pokonali Wojciecha Szczęsnego. Mający dużą przestrzeń Juan Quintero idealnie zagrał do Radamela Falcao. Kolumbijski napastnik pewnie przyjął piłkę i posłał piłkę do siatki biało-czerwonych. Wynik meczu kilka minut później na 3:0 ustalił Juan Cuadrado, który znalazł się sam na sam ze Szczęsnym i umieścił futbolówkę w bramce.
Porażka reprezentacji Polski z Kolumbią definitywnie przekreśla marzenia o awansie do fazy pucharowej mistrzostw świata. Po dwóch meczach podopieczni trenera Adama Nawałki mają zero punktów, trzy ma Kolumbia i po cztery zespoły Japonii oraz Senegalu. W ostatnim meczu o honor Polacy zagrają z Japończykami w Wołgogradzie.
24 czerwca 2018, 20:00 – Kazań
Polska – Kolumbia 0:3 (0:1)
Bramki: Yerry Mina 40, Radamel Falcao 70, Juan Cuadrado 75
Polska: 1. Wojciech Szczęsny – 20. Łukasz Piszczek, 5. Jan Bednarek, 2. Michał Pazdan (80, 15. Kamil Glik) – 18. Bartosz Bereszyński (72, 14. Łukasz Teodorczyk), 6. Jacek Góralski, 10. Grzegorz Krychowiak, 19. Piotr Zieliński, 23. Dawid Kownacki (57, 11. Kamil Grosicki), 13. Maciej Rybus – 9. Robert Lewandowski
Kolumbia: 1. David Ospina – 4. Santiago Arias, 13. Yerry Mina, 23. Dávinson Sánchez, 17. Johan Mojica – 11. Juan Cuadrado, 5. Wílmar Barrios, 8. Abel Aguilar (32, 15. Mateus Uribe), 20. Juan Quintero (73, 16. Jefferson Lerma), 10. James Rodríguez – 9. Radamel Falcao (78, 7. Carlos Bacca
Żółte kartki: Bednarek, Góralski
Sędziował: César Arturo Ramos Palazuelos (Meksyk)
źródło, foto: PZPN.PL
2025-03-20 11:30:35
Aktor podkreśla, że jest wielkim miłośnikiem dwóch kółek i kiedy tylko pogoda na to pozwala, wsiada na rower i rusza przed siebie. Już ma za sobą inaugurację tegorocznego sezonu, choć nie są to jeszcze jakieś długie dystanse, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Piotr Zelt zdradza natomiast, że szlifuje formę, bo za jakiś czas chciałby wziąć udział w cyklu największych wyścigów kolarskich amatorów Gran Fondo.