[VIDEO] Elżbieta Jaworowicz nagłośniła koszmar Polki, której mąż zmarł w Szwecji. Patriot24 opisuje sprawę od ponad roku, a pośrednicy którzy wywieźli Polaka do pracy - próbują straszyć naszą redakcję!
Prezentujemy całość Sprawy dla Reportera wyemitowanej, 8 lutego 2018 r. w Telewizji Polskiej. Elżbieta Jaworowicz razem z naszym Redaktorem Naczelnym nagłośniła koszmar z którym nie może sobie poradzić od trzech lat polska wdowa!
Przypomnijmy, że sprawa dotyczy śmierci Roberta Marcinkowskiego. Mężczyzna wyjechał do pracy do Szwecji i po kilkunastu dniach nagle zmarł w karetce pod blokiem, gdzie został zakwaterowany.
- Pośredniczka, która go wywiozła pani Grodzicka nie pozwoliła mi jechać po ciało męża do Szwecji - mówi Agnieszka Marcinkowska, żona zmarłego Roberta.
- Nie widziałam zdjęć męża w trumnie, bo firmie pogrzebowej zepsuł się aparat. Męża przywieźli w trumnie z szybką, ale ponieważ był bardzo wysoki widziałam tylko krawat. Tak naprawdę nie wiem, czy to mój mąż jest w grobie, który odwiedzam od trzech lat - płacze Pani Agnieszka.
Od pracownika firmy pogrzebowej dowiedziała się, że osoba w trumnie była jakby pusta, lejąca się. Agnieszka Marcinkowska ma wątpliwości co do oficjalnej przyczyny śmierci czyli rozległego nowotworu. W Sądzie w Gdańsku zaginęły zdjęcia z sekcji zwłok przeprowadzonej w Szwecji. A prokuratura i sądy odmówiły jej prawa do wykonania ekshumacji.
Szczegóły można zobaczyć w reportażu i dyskusji w studiu Elżbiety Jaworowicz, którą można odnaleźć pod niniejszym linkiem:
Okazuje się, że ta koszmarna sytuacja ma jeszcze swój skandaliczny ciąg dalszy w Sądzie Okręgowym w Gdańsku. Bo Agnieszka Marcinkowska nie dostała żadnego ubezpieczenia z tytułu śmierci męża.
Byliśmy z kamerą na sali sądowej w styczniu bieżącego roku kiedy to zeznawał syn pośredników, którzy wysłali Roberta Marcinkowskiego do Szwecji. Zarejestrowaliśmy naszą kamerą to zeznanie, bo sędzia zezwolił na upublicznienie tej sprawy.
- Syn tych pośredników o imieniu Piotr, pouczony o odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań karą więzienia do ośmiu lat zeznał, że Agnieszka Marcinkowska nie pojechała do Szwecji, bo nie chciała. Tymczasem Agnieszka Marcinkowska zbulwersowana jest tą wypowiedzią, bo ona bardzo chciała jechać, tylko pośrednicy i ich syn Piotr jej zabrać nie chcieli - przekazuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net.
- Dodatkowo ten Piotr zeznał, że to oni byli pracodawcami dla Roberta Marcinkowskiego a nie Szwedzi. A to kłóci się z mailem otrzymanym od jego matki skierowanym do naszej Redakcji, w którym pisze, że to Szwedzi byli pracodawcami dla Roberta Marcinkowskiego - przekazuje Robert Rewiński.
Dodatkowo zeznania przyjaciela Roberta Marcinkowskiego ujawniły fakt, że nie było badań lekarskich przed wysyłaniem pracowników za granicę. Świadek zeznał, że "płaciło się 50 złotych lekarzowi, a badań nie było". Dodatkowo zeznał, że pośrednicy wysyłali pracowników za granicę na ubezpieczenie turystyczne. I to swoje własne, bo tak było taniej.
- Pośrednicy wysłali do naszej Redakcji listy, w których domagają się byśmy o sprawie nie pisali. Chcą też by nie publikować tego co zezwolił nam Sąd. To jawny przykład próby zastraszania wolnych mediów działających legalnie w Polsce, bo takie podbne żądania otrzymała Elżbieta Jaworowicz - przekazuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net
Wraz z niniejszym tekstem upubliczniamy korespondecję przesłaną nam przez pośredników. A całość z ustawowego obowiązku razem z materiałami wideo zarejestrowanymi w Sądzie przekazujemy do Prokuratury celem zbadania czy nie dochodzi tu do przestępstw.
- Już w Biblii wdowa otoczona jest szczególną opieką. Tymczasem to, co wyrabiają z Agnieszką Marcinkowską osoby, które powinny jej pomóc jest przerażające - komentuje Robert Rewiński.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?