[VIDEO] Kuriozalna niemoc lubelskich organów ścigania w walce ze złodziejami z Wielkiej Brytanii! Czy odważą się przeprowadzić akcję taką, jaką ich koledzy z Katowic bez problemu zrealizowali 2 tygodnie temu?
Polskich przedsiębiorców oszukują złodzieje z Wielkiej Brytanii. Ich schwytanie jest możliwe ale najpierw trzeba uporządkować bałagan w Województwie Lubelskim pomiędzy policją a prokuraturą!
O wyłudzeniach na prestiżową markę domów towarowych John Lewis piszemy od wielu tygodni. Wszyskie artykuły znajdziesz pod linkiem:
Wczoraj poszkodowany na ponad 300 tysięcy złotych przedsiębiorca Paweł Gułaś po raz kolejny prosił policjantów z Lublina o pomoc. Towarzyszyliśmy mu w Komendzie Wojdewódzkiej Policji, gdzie dostarczył precyzyjne informacje o planowanych kolejnych dwóch wyłudzeniach.
Mechanizm jest prosty: Oszuści zamawiają towar na odroczony remin płatności podszywając się pod prestiżową markę domów towarowych John Lewis. Następnie TIR z Polski dojeżdża do Anglii a tam oszuści go rozładowują w rzekomym magazynie zapasowym. I podbijają fałszywą pieczątką fakt przyjęcia towaru na dokumencie przewozowym CMR.
- Oszusta można złapać za rękę - tłumaczył wczoraj policjantom Paweł Gułaś.
- Proszę zorganizujcie taką akcję jak policjanci z Katowic 2 tygodnie temu - mówił okradzony przedsiębiorca przekazując artukuł z Patriot24.net
Ale zamiast obietnicy akcji, dostal informacje o przekazaniu całości do Prokuratury Rejonowej w Krasnymstawie. A ta nie podlega pod Prokuraturę Okręgową w Lublinie tylko w Zamościu.
- Dowiedziałem się po południu, że została ta sprawa na moją prośbę przeniesiona do Lublina, do Prokuratury Rejonowej Lublin Południe - przekazał po południu Paweł Gułaś, który z Komendy Wojewódzkiej Policji udał się do sekretariatu Prokuratora Rejonowego w Krasnymstawie
To stoi w sprzeczoności z wczorajszymi ustaleniami Patriot24.net. W Prokuraturze Okręgowej w Zamościu dowiedzieliśmu się, że sprawa wciąż jest w Krasnymstawie. A o przeniesieniu poda zasieg Prokuratury Okręgowej w Zamościu można zdecydować wskutek odpowiedniego wniiosku w tej sprawie. A taki powinien wpłynąć do Prokuratury Okręgowej w Zamościu lub Prokuratury Regionalnej w Lublinie. Ale nie wpłynął
- Jeden z przedsiębiorców w Poznania jest w trakcie negocjacji z tymi samymi oszustami. I zwrócił się już do Krzysztofa Rutkowskiego o przeprowadzenie akcji schwytania na terenie Anglii. Czy dlatego, że formalne paraliż taki jak w Lublinie paraliżuje działania Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie?
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?