Pani Beata Bagińska została okradziona nie tylko z pieniędzy lecz także z miłości. Na przełomie października i listopada w 2018 Sławomir K. ukradł kobiecie ponad 250 000 euro i z Berlina uciekł do Polski.
Zdesperowana kobieta poprosiła o pomoc Krzysztofa Rutkowskiego.
Ówczesne małżeństwo Sławomir K. i Jolanta K. mieszkańcy gminy Pruszcz Gdański zostali skazani!
W czwartek 1 listopada 2018 roku, Pani Beata złożyła zawiadomienie o zaginięciu jej narzeczonego Sławomira Roberta K., a także kradzież przez niego elektronarzędzi wartości ok. 10 000 euro z garażu w Berlinie. Jak się okazało Pani Beata miała również zdeponowane tam oszczędności całego życia – bardzo wysoką kwotę pieniędzy, która również tajemniczo zniknęła.
Już w piątek, 2 listopada 2018 roku, na terenie Trójmiasta, Krzysztof Rutkowski odszukał podejrzanego o kradzież ponad 250 000 euro w Berlinie Sławomira B. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że mężczyzna ten był narzeczonym kobiety, którą okradł.
Sławomir K. został odnaleziony w jednym z gdańskich hoteli. Mężczyzna został zatrzymany przez policję, jednak wniosek o jego tymczasowe aresztowanie został odrzucony przez sąd.
Jak się okazało mężczyzna przekazał część pieniędzy swojej byłej już zonie - Jolancie K. Kwota 50 000 euro pochodząca z kradzieży została przez nią oddana, kiedy to służby miały przeszukać jej mieszkanie pod tym właśnie kątem. 28 stycznia 2021r., Sędzia Sądu Okręgowego Andrzej Wojtaszek odczytały wyrok w tej sprawie.
Decyzją sądu Sławomir K. mieszkaniec gminy Pruszcz Gdański za kradzież kwoty ponad 250 000 euro ma spędzić 4 lata za kratkami, a jego była już żona, została skazana na 1 rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata za paserstwo czyli za posiadanie pieniędzy z przestępstwa. Sąd oczywiście nakazał także zwrot ukradzionych przez Sławomira K.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.